O potrzebie listów

Nie zgadzam się zupełnie z ocenami Rafała Majki, zwłaszcza z uwagami o czytaniu paranoicznym – ale to ważny tekst dla zrozumienia drugiej strony i mam dużo szacunku dla języka, jakim jest napisany.

Owszem, nasz list był napisany na szybko i mógł być dużo lepszy.

„Przeczytałem mnóstwo wątków i setki komentarzy i uważam, że oś sporu tkwi między, jeśli mogę to tak nazwać, lewicowym pragmatyzmem politycznym a właśnie tym metodycznym, konsekwentnym, krytycznym kwestionowaniem rzeczywistości, które bywa oskarżane o „relatywizm moralny”, i za które dostało się Kasi, że niby „usprawiedliwia”.”

Używając określenia Majki – po zajściu tej ‘niefortunnej sytuacji’, reakcja była następująca: nie w naszym imieniu.

Ponieważ Bratkowska nie jest anonimową reżyserką, lecz aktywistką, postacią na mapie lewicy i jest wybitnie medialna, jej wizerunek rzutuje na wizerunek całego środowiska. List był więc wyrazem potrzeby natychmiastowego odcięcia się od produkcji ‘Morza Krwi’ w tej formie, w jakiej miała miejsce. Odcięcia – nie cenzury. Dotyczył, co było wyraźnie powiedziane, tego co faktycznie zaszło, a nie intencji twórców. W polityce, jak wszyscy doskonale wiemy, takie ‘niefortunne sytuacje’ jak dygnitarze państw totalitarnych na próbach, mają znaczenie. (Pomijam celowo ocenę moralną, przyjmuję, będziemy się różnić.) Nazwijmy to stanowisko pragmatyzmem politycznym ludzi, którzy mają realne ambicje zmiany polskiego prawa na drodze legislacyjnej, którzy nie gardzą zaangażowaniem w politykę partyjną i chcą stworzyć akceptowalną dla wyborców lewicową partię.

Komunikat ‘nie w naszym imieniu’ nie jest, z natury rzeczy, skierowany do Bratkowskiej czy Nowickiego; nie chodzi więc o to, żeby usiąść na sali uniwersyteckiej czy kawiarnianym stoliku i porozmawiać o naszych idiosynkratycznych wyobrażeniach Korei Północnej (skądinąd z odbytych dotychczas rozmów wynika dla mnie, że wyraźny podział w tej kwestii jest zdrowszym stanem niż próba negocjacji stanowisk). Komunikat jest skierowany do tych obywateli, czytelników i wyborców, którzy przez ostatnie dwie i pół dekady umacniali się w przekonaniu, że lewica niekomunistyczna nie istnieje, a z obozu lewicy zawsze można się spodziewać relatywizacji najgorszych praktyk totalitarnych w imię pięknych idei.

To, co Katarzyna Bratkowska obecnie dopowiada w tej sprawie, dalsze wywiady, w których prezentuje, mówiąc delikatnie, ambiwalentną ocenę rządów w KRLD tylko w mojej ocenie potwierdzają, że natychmiastowa publikacja, i to właśnie w formie listu otwartego, była słuszną decyzją polityczną.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *