Na defiladę jest za późno

 

Szóstego listopada 1934 roku Słonimski pisał:

„Po wojnie światowej paru śmiałych działaczy i paru dziennikarzy odważyło się podać do wiadomości ogółu fakty obrazujące rolę, jaką w wojnie odegrały koncerny ciężkiego przemysłu. (…) Okazało się, że wielkie fabryki broni i amunicji miały częściowo wspólne kapitały. Okazało się, że dwusiarczek węgla wędrował z Francji przez Genewę, aby wrócić do francuskich okopów jako niemiecki fosgen, okazało się, że Niemcy sprzedawały admiralicji angielskiej obiektywy Zeissa, że angielskie okręty ginęły od torped nabytych przez Turcję u angielskich fabrykantów, że sterowce typu Perseval dostarczone przez fabryki niemieckie flocie angielskiej, zatapiały niemieckie łodzie podwodne. Światem nie rządził żaden cesarz ani parlament. Czy chcecie wiedzieć, jak brzmi pełny tytuł pana tego świata? The United Harvey Stell Company, Dynamit-Akitien-Gesellschaft, Krupp- Gesellschaft, Societa degli Alti Forni Fondiere Acciaine di Terni, Nobel-Dynamite-Trust, Kolońskie wytwórnie Prochu, Societe Francaise de Dynamite, Mutoran Japan Company, Skoda- Gesellschaft, Constructora Naval de Ferrol. Oto prawdziwy tytuł władcy świata, króla Europy i Azji, hrabiego Jerozolimy i cesarza Ameryki. Miałoby się ochotę te nazwy ułożyć w wiersz, jak łacińskie wyjątki, aby łatwiej się było nauczyć na pamięć nazwisk największych morderców, jakich zna historia naszego globu”

***

Od tygodnia media głównego nurtu cieszą się z mającej się odbyć jutro defilady z okazji święta Wojska Polskiego. Ma być największa w tzw. Wolnej Polsce. Jeszcze kilka lat temu, kiedy defilady promowała głównie kancelaria Lecha Kaczyńskiego, były one na salonach synonimem obciachu, wsteczności i niepotrzebnego zaogniania (!) relacji dyplomatycznych. Dziś, kiedy zagrożenie geopolityczne wzrasta, temperatura stosunków dyplomatycznych z Rosją stale rośnie, a internet rozkwita rosyjską mową nienawiści, media przez tydzień wychwalają defiladę i towarzyszący jej zdrowy (sportowy, a jakże) thrill.

Od aneksji Krymu pierwszy raz od dawna kupuję Gazetę Wyborczą – jeśli chodzi o tematy okołoukraińskie, GW jest w światowej czołówce. Regularne doniesienia Wacława Radziwinowicza ukazują już nie ‘niepokojący’ lecz porażający obraz propagandy rosyjskiej. Wszystkie cztery kanały telewizyjne transmitują doniesienia o kolejnych zbrodniach ukraińskich faszystów. Galina, uciekinierka z Ukrainy, opowiada w państwowej telewizji o ukrzyżowanych w Donbasie trzylatkach na placu Lenina (skądinąd – także nieistniejącym). Bestialstwo chorych z nienawiści kryminalistów, którzy krzyżują trzylatki, pozostaje bezkarne w faszystowskim reżimie – oto obraz, jaki wyłania się z wieczornych wiadomości. Codziennie.

Od dwóch dni rozmawiamy o kolejnym majstersztyku rosyjskiej propagandy, wiadomym śnieżnobiałym konwoju. Pomysł jest zacny: jeśli jest tam pomoc humanitarna, Rosjanie pokażą światu jak są dobrzy, a Ukraińcy diabeł wcielony, co woli zagłodzić własnych niż przyjąć bratnią pomoc. Jeśli jest tam coś więcej niż mąka, faktycznie wspomogą swoich ludzi. Jeśli Ukraińcy nie przepuszczą ich przez granicę – też dobrze, bo nikt się prawdy nie dowie.

Ten propagandowy proces będzie trwał; jego celem jest obniżenie wiarygodności państw Europy wschodniej i wzrost wpływów rosyjskich. Co w tej sytuacji powinna robić Polska? Nie dolewać oliwy do ognia. Dawać rosyjskim propagandystom możliwie mało pożywki. Szukać rozwiązań low-profile. Nie organizować widowiskowych parad wojskowych, lecz realnie troszczyć się o stan polskiej armii. Przede wszystkim zaś nie ignorować gry propagandowej, którą prowadzi nasz sąsiad. Każde zdjęcie z jutrzejszej parady będzie użyte przez media rosyjskie jako dowód polskiej wrogości. Czym innym jest wprowadzenie przygotowanych i przemyślanych sankcji wspólnie z zachodnimi partnerami; czym innym natomiast dostarczanie tanich uciech rosyjskim mediom.

Kilka lat temu można było jeszcze liczyć na stworzenie w naszym regionie ośrodka samodzielnej inicjatywy geopolitycznej. Wysiłki Lecha Kaczyńskiego, choć z różnych powodów na dłuższą metę nieskuteczne, zmierzały do tego, aby w ramach silnej regionalnej polityki Polska i jej wschodni sąsiedzi nauczyli się współpracować i wspólnie bronić swoich interesów. Ten projekt nie powiódł się i inicjatywa nie należy już obecnie ani do Polski, ani do innych państw regionu. Kaczyńskiemu zarzucano wymachiwanie szabelką, podczas kiedy jego projekty były w pełni racjonalne, choć PRowo nieudolne. ‘Największa w wolnej Polsce’ parada wojskowa w pół roku po zajęciu Krymu to wymachiwanie szabelką level hard.

2 komentarze/y

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *