Prymat kata nad ofiarą

nike

Na skarpie na tyłach warszawskiego pałacu Jabłonowskich, na dyskretnym, 14-metrowym cokole stoi mój ulubiony pomnik: Warszawska Nike. Piękne, silne kobiece ciało, nagi biust, uniesione, muskularne ręce trzymające potężny miecz, przygotowany do zadania ciosu. Zawieszenie miecza było podobno wyjątkowo trudne: waży on tonę i jest umocowany na specjalnie zaprojektowanych metalowych prętach, wpuszczonych aż do fundamentów. Pomnik odsłonięto w 1964 roku i zadedykowano: Bohaterom Warszawy 1939-1945. Dziś – niewyobrażalne: chwałę bohaterów upamiętnia symbol kobiecej siły.

Były wybory – przemówił lud. Czesław Małkowski, były cenzor, oskarżony o gwałt ciężarnej, prezydent miasta Olsztyn, zostanie prawdopodobnie wybrany na następną kadencję – przed zakończeniem postępowania sądowego. Czekając na wyrok sądu, obywatele nie powinni dopuścić do sytuacji, że podejrzany zostaje ponownie wybrany na prezydenta. Dopuścili. Innymi słowy: podejrzenie, że jest się sprawcą gwałtu na ciężarnej kobiecie, nie wpływa na możliwość sprawowania wysokiej funkcji zaufania publicznego. Ta pozornie ekstremalna sytuacja jest niestety znaczenie bardziej reprezentatywna dla polskiej kultury prawnej niż skłonni bylibyśmy przypuszczać: uprzywilejowanie winnych przemocy kosztem ich ofiar to chleb powszedni polskich instytucji publicznych.

Zarzut o gwałt jest w Polsce postawić bardzo trudno – często z przyczyn pozaprawnych, m.in podejrzliwości lub otwartego zastraszania ofiar, zarówno przez rodzinę jak i na komisariacie. Uprzywilejowanie kata w stosunku ofiary to problem nie tyle litery polskiego prawa, ale jego praktycznego zastosowania przez urzędników państwowych; od sądów począwszy na szpitalach kończąc. Przez uprzywilejowanie kata rozumiem sytuację, kiedy obywatel na mocy prawa może domagać się od organów państwa określonych działań czy świadczeń, ale samo domaganie się egzekucji tych praw ustawia go w pozycji ofiary i obiektywnie pogarsza jego sytuację. Z punktu widzenia prawa, urzędnik państwowy (a więc i lekarz w państwowym szpitalu) który odmawia przewidzianego ustawą świadczenia, powinien zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Tak jednak dzieje się rzadko. W kwestiach takich jak przerywanie ciąży Polska praktyka należy do najbardziej restrykcyjnych na świecie: mimo istniejących furtek, praktyka zastraszenia i administracyjnego chaosu prowadzi do przypadków, kiedy np. kobieta chorująca na raka nie została poddana chemioterapii, ponieważ szpital uniemożliwił jej legalny zabieg przerwania ciąży, a zgodnie z prawem ciężarna nie może przyjmować chemioterapii. (Przypadek opisany w raporcie Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, kobieta zmarła na skutek braku leczenia).

Jak pokazują raporty Fundacji, przypadek profesora Chazana to kropla w morzu tragedii: nawet przy ciężkich wadach genetycznych, kiedy płód jest tak dalece zdeformowany, że nie ma mowy o przeżyciu po porodzie, nadal odmawia się kobietom dostępu do aborcji. W raportach FKPR udokumentowane są dziesiątki przypadków celowego, administracyjnego opóźniania zgody na zabieg aż do momentu, w którym aborcja staje się nielegalna (status zabiegu zmienia się z ustawowo obowiązkowego na ustawowo zakazany.) Lekarze niżsi rangą często boją się działać się zgodnie z prawem z racji na programowo antyaborcyjne wytyczne przełożonych, a jednocześnie obawiają się konsekwencji w przypadku pisemnej odmowy. Ta sama instytucjonalna tendencja do wiktymizacji ofiary sprawia, że trudno jest zgłosić pobicie na tle orientacji seksualnej: w przypadku lekkich pobić nie jest to przestępstwo karane przepisami kodeksu karnego, co oznacza, że sprawca zyskuje dostęp do danych ofiary. Zgłoszenie takiego pobicia oznacza więc ni mniej ni więcej, jak dostarczenie adresu sprawcy pobicia. Policjant uprzejmie zapyta: Czy na pewno chcesz zgłosić pobicie? Na twoim miejscu… I tak ofiara pobicia staje się ofiarą po raz wtóry.

Genealogicznie rzecz ujmując, należy wskazać dwa kluczowe elementy w polskiej historii najnowszej, które odwróciły bieg wydarzeń i przywróciły polskie status quo Boyowskiego ‘piekła kobiet’. W latach dziewięćdziesiątych młody niekomunistyczny parlament, złożony niemal wyłącznie z mężczyzn, w symbolicznej podzięce za zaangażowanie Kościoła po stronie opozycji, poszedł na daleko idący kompromis ‚obyczajowy’. Kompromis jest, uściślijmy, bolesnym eufemizmem: litera prawa polskiego została praktycznie sprowadzona do wyciągu z Konferencji Episkopatu Polski. W samej Solidarności głos kobiet został całkowicie zmarginalizowany, a ruchy kobiece – dotychczas działające w ramach opozycji antysystemowej, w nowym ustroju zastały jeszcze gorszą sytuację. Katolicka Hiszpania miała to szczęście, że kościół opowiedział się po stronie frankistowskiego reżimu, umożliwiając wyemancypowanym z jego wypływów rządom przeprowadzenie daleko idących reform praw kobiet po przełomie ’75 roku.

Drugi element jest znacznie starszy, i, moim zdaniem, jeszcze cięższego kalibru. W naszym kraju porządki instytucjonalne – od medycyny po prawo i administrację – są notorycznie zaburzone prywatnym widzimisizmem. Urzędnicy miotani są sprzecznymi przesłankami: strachem przed przełożonym (casus podwładnych Chazana) strachem przed wybieganiem przed szereg (np. w sądownictwie: liczne przypadki kuriozalnego orzecznictwa w sprawie dekretu Bieruta w ślepym pędzie za orzecznictwem NSA), strachem przed prawem (powszechna nieznajomość prawa). Nie chodzi tu tylko o osławiony brak szacunek dla procedur, któremu liberałowie przypisują każde polskie nieszczęście, od Smoleńska po kryzys liczenia głosów przez PKW. To kult jednostki sprawia że Polacy z jednej strony mają poddańczy i bezrefleksyjny stosunek do swoich (zmarłych) bohaterów, a z drugiej – nieograniczone zaufanie do własnego osądu etycznego i niezawodnego kompasu moralnego. Deklaracja wiary niechybnie będzie miała następców: mleko się rozlało. Kolejne profesje, grupy i klany będą przyznawały sobie prawo do lepszego osądu – ponad prawem, ponad obyczajem.

***

Sprawa Czesława Małkowskiego jest oczywista, jak z Dostojewskiego, jak z Grochowa. Został oskarżony o gwałt, i do uzyskania orzeczenia sądowego w swojej sprawie powinien dobrowolnie odstąpić od pełnienia funkcji zaufania publicznego. Ale skoro tego nie zrobił, powinni zabrać głos obywatele. Zabrali, biorąc go w obronę, nie czekając się wyrok sądu. Bo oni też wiedzą lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *