Trocki i orchidee

orchids2

 Z całej ostatniej awantury na mikrolewicy cenny jest dla mnie jeden wątek, mianowicie pytanie:
„Jeśli w krótkim felietonie widzisz klasizm, to jak możesz spokojnie czytać Prousta?”

Podobne pytanie, naiwne lecz uczciwe, postawił sobie kilkunastoletni Richard Rorty. Odpowiedź, której ostatecznie udzielił, stanowi de facto trzon jego filozofii. Będąc synem trockistowskich aktywistów dorastał w samym centrum amerykańskiej lewicowej awangardy. „W metrze czytałem rozmaite broszury. Była tam mowa o tym, co właściciele fabryk potrafią zrobić liderom związkowym, właściciele gruntu – dzierżawcom, związek białych konduktorów – czarnoskórym strażakom. (Biali czyhali na stanowiska czarnych, bo maszyny Diesela stopniowo wypierały lokomotywy parowe). Tak więc mając lat 12 wiedziałem, że celem ludzkiej egzystencji jest zwalczać  niesprawiedliwość  społeczną.” Zarazem w tym samym mniej więcej czasie Rorty zaczął przejawiać ekscentryczne zainteresowania. Zafascynował się Dalai Lamą, któremu posyłał listy, naciągał rodziców na wyprawy górskie w rejony występowania dzikich storczyków. Z czterdziestu istniejących gatunków udało mu się znaleźć i opisać siedemnaście.  „Miałem bolesną świadomość, że jest coś podejrzanego w mojej ezoterycznej fascynacji społecznie bezużytecznymi kwiatami. (…) Martwiłem się, że Trocki nie byłby zachwycony moimi orchideami.”

Wiele lat później ta sama potrzeba pogodzenia pobudek intelektualnych z moralnymi doprowadziła go ostatecznie do sformułowania teorii, polegającej na odwróceniu utartego podziału na prywatne/publiczne, a tym samym odrzucenia tego, co sam nazywa ‘platonizmem’. Platonizm to w jego rozumieniu dążenie do jedności wszystkich sfer poznania i ustanowienia jednolitej kategoryzacji zarówno tego co prywatne, jak i tego co publiczne. Tymczasem zdaniem Rorty’ego nie istnieje żadna wspólna miara oceny obu sfer. Dążenie do sprawiedliwości społecznej będzie zawsze operowało w miarę zbieżnymi przesłankami, takimi jak unikanie bólu, nędzy i chorób. Nieustająca walka o redukcję cierpienia to esencja życia publicznego.  Dążenie do estetycznego zadowolenia będzie od niego pod każdym względem różne: estetyka, filozoficzne dyskursy i narracje prawdy to u Rorty’ego domena sfery prywatnej. Jak łatwo się więc domyślić, W Poszukiwaniu straconego czasu to jego zdaniem arcydzieło z kategorii absolutnych. „Proust ma umiejętność wytrawnego tkacza: społeczny i intelektualny snobizm przeplata głogami Combray, bezgraniczną, oddańczą miłością babki, storczykowatymi uściskami, którymi Odette obdarza Swanna (…) Każdemu oddaje sprawiedliwość bez zbędnego kategoryzowania za pomocą wiary czy filozoficznych teorii.” Tyle tytułem odpowiedzi na początkowe pytanie.

Ale jeszcze pod rozwagę: czyż nie jest paradoksem, że to właśnie publicyści,  którzy z Rortym nie mają nic wspólnego, którzy wyznają slogan ‘wszystko jest polityczne’, ciało jest polityczne, prywatne jest polityczne –nazywają krytykę publicystyki z pozycji klasowych hipokryzją? Odwróćmy zwierciadło: uważacie, że wszystko jest polityczne. Każdy gest, zarówno w sferze publicznej jak i prywatnej, jest polityczny, naznaczony. Ale jeśli, niedajbóg, ta polityczność się czkawką odbije, kogoś coś autentycznie wkurwi (a jakże: politycznie!) to gotowi jesteście na ślepo oskarżać o przemoc, resentyment, mizoginię, brak solidarności i … klasizm. Biję pokłon przed Wami. Wszystko jest polityczne, chyba, że jest Wasze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *