Zwykłe, ludzkie, wartości

Mediterranean1685LOC72SM

“Porządek miłości – najpierw siebie, potem bliskich, potem Polaków, na końcu – obcych”. „Europę toczy AIDS, czego ona nie wiedziała, dopóki nie pojawiły się zarazki”. „To taki najazd Hunów”. „Zastrzyk infekujący.” „Zainfekowanie odbywa się przez dwa otwory” (!) „Po coś proszę państwa jest wojsko –  musimy bronić chrześcijańskich wartości”. To wszystko usłyszałam z ust parlamentarzystów i profesorów politologii zgromadzonych podczas debaty w sejmie, zorganizowanej przez biuro poselskie europosła Komitetu Nowej Prawicy Michała Marusika. Dopuściliśmy do sytuacji, w której porównanie człowieka do robaka nikogo nie dziwi –  nawet, jeśli słowa te padają w sejmie, z ust reprezentantów narodu, w obecności sejmowych kamer. Trudno nawet komentować liczne nawoływania do rzekomej ‘obrony chrześcijańskich wartości’. Część prawicy zupełnie poważnie próbuje sobie wmówić, że można w imię Ewangelii odmawiać pomocy bliźniemu. I nic tu nie zmienia zdanie Papieża, który nawołuje do przyjmowania uchodźców przez Kościół katolicki. ‘Papież idiota’ odpowiada Rafał Ziemkiewicz, kacyk narodowej prawicy. Jak narodowa prawica łączy wiarę w ‘chrześcijańskie wartości’ z nienawiścią do bliźnich i pogardą do własnego papieża – Bóg raczy wiedzieć.

Zacznijmy od końca. Prawica ma rację w jednym istotnym aspekcie: postpolityczna mrzonka neoliberalnej Europy, która nieodmiennie liczy na to, że rynek rozwiąże wszystkie jej problemy, została po raz kolejny boleśnie obnażona. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może już twierdzić, że rynek wyręczy polityków przy podejmowaniu kluczowych dla przyszłości kontynentu decyzji. Problem obecnej fali migracji, której skala grozi bezprecedensową katastrofą humanitarną nadchodzącej zimy, nie zostanie rozwiązany przez niewidzialną rękę rynku ani przez pojedynczych Europejskich władców i możnych. Potrzebna jest nowa, silna instytucja. Już to kiedyś w Europie zrobiliśmy.

W tej chwili wyróżnia się dwa najważniejsze szlaki imigracyjne do Europy – przez morze do Włoch oraz podwójny – morzem i lądem – do Grecji. Demografia tych dwóch szlaków jest zupełnie inna: do Włoch przybywają głównie Afrykańczycy (Nigeria, Erytreia, sub-Sahara) do Grecji natomiast – głównie Syryjczycy i Afgańczycy. W przypadku wschodniego szlaku migracji można przyjąć, że mamy do czynienia z eksodusem wojennym, a co za tym idzie, że po ustaniu działań wojennych, większość migrantów będzie w stanie wrócić do swoich domów i zacząć proces odbudowy swoich państw i społeczeństw. Przy tym założeniu, Europa ma do dyspozycji wiele rozwiązań, które zna z własnego powojennego doświadczenia. W 1946 roku, w rok po zakończeniu II wojny światowej powołano w Genewie Międzynarodową Organizację Uchodźców mającą zapanować nad milionowymi migracjami, pomóc w wydaniu dokumentów i oraganizacji obozów tymczasowych dla wysiedleńców (ang. IRO) Relatywnie niewielkim wysiłkiem organizacyjnym Unii Europejskiej możnaby i dziś powołać podobną instytucję, która, wzorem IRO, miałaby za zadanie opanować kryzys humanitarny, chronić życie i zdrowie ludzi przybywających do Eruopy, opracować program budowy obozów przejściowych, zapewnić uchodźcom byt w sensie materialnym oraz stworzyć odpowiednie placówki oświatowe dla dzieci.

Tutaj zastanawiający jest fakt, że z jednej strony przyjęta przez europejski establiszment interpretacja obecnej fali migracji jest wojenna, ale jednocześnie nie podejmuje się żadnych kroków w kierunku instytucjonalnego uspójnienia działań na poziomie europejskim. Oczywiście wynika to po części z niechęci obecnych elit europejskich do myślenia strategicznego. Elita polityczna nie umie przyjąć do wiadomości, że w obliczu wielomilionowych migracji Frontex jest nie tylko bezradny, ale także, że instytucjonalne ramy działania oparte na zasadzie obrony granic stały się w ostatnich latach przeciwskuteczne.

 Po blisko 60 latach pokoju kraje Unii Europejskiej zdają się niezdolne do podjęcia takiego wysiłku. Niemiecka polityka migracyjna również stanowi przeszkodę w wypracowaniu wspólnej instytucjonalnej odpowiedzi na problem migracji – Kanclerz Merkel działając w pojedynkę podkopała zaufanie do instytucji i praw unijnych pokazując, że silnemu wolno łamać wspólnotowe prawo. Wkrótce po głośnej deklaracji pomocy uchodźcom Angela Merkel wycofała się z niego, co wyrządziło podwójną krzywdę: najpierw podważyła sens istnienia wspólnej europejskiej polityki migracyjnej, aby zaraz potem wycofać się z proponowanego rozwiązania, pogłębiając chaos i pozbawiając nadziei tych uchodźców, którzy już zdążyli skierować się w stronę niemieckich granic. Bez względu jednak na to, ile wymienimy przeszkód i trudności w osiągnięciu europejskiego konsensusu co do powołania na poziomie europejskim instytucji ds. uchodźców, musimy przyjąć, że jest to jedyna droga do rozwiązania kryzysu.

Moralne racje przemawiające za przyjmowaniem uchodźców są oczywiste. Ale masowe migracje mają również potężne znaczenie dla gospodarki  – przeważnie szkodliwe dla krajów wysyłających i pozytywne dla krajów przyjmujących. Na lewicy tradycyjnie stawiamy na podmiotowość i sprzeciwiamy się charytatywnemu modelowi pomocy społecznej – i tutaj powinniśmy stanowczo poprzeć stymulację zatrudnienia i włączenie na rynek pracy wszystkich pracowników, w tym imigrantów zarobkowych i uchodźców. Warto zwrócić uwagę na pionierski wysiłek Niemiec w nostryfikacji bliskowschodnich dyplomów – gospodarka Niemiecka niemal bezkosztowo uzyskuje wykwalifikowanych pracowników ponieważ koszty edukacji poniosło państwo wysyłające. W naszym kraju, w którym liczba lekarzy i pielęgniarek na 1000 mieszkańców należy do najniższych w Europie, powinniśmy raczej zastanawiać się, jak zachęcić zagranicznych specjalistów do pracy w Polsce.

Po drugiej wojnie światowej przesiedleńcy i bezpaństwowcy masowo wyjeżdżali z Europy – przeważnie do Ameryki Południowej, ponieważ rządy wielu krajów Europejskich podpisały umowę o dostarczeniu siły roboczej, której gospodarki południowoamerykańskie pilnie potrzebowały. Z perspektywy czasu można postawić tezę, że w owym czasie było jedno z najlepszych możliwych rozwiązań: każda ze stron na nim korzystała. Na dłuższą metę doprowadziło do pokojowego rozwiązania kwestii migracji powojennej. Obecnie nie możemy odcinać się od ekonomicznych kalkulacji tudzież postulować otwarcia granic i przyjęcia wszystkich potrzebujących wszędzie tam, gdzie się pojawią. Taki postulat trudno nazwać rozwiązaniem – jedyne, co można im wówczas zapewnić, to obozy przejściowe. A to jest dokładnie to, czego sami uchodźcy sobie nie życzą – chcą normalnego życia i włączenia w gospodarkę państwa przyjmującego. Istnieją konkretne ekonomiczne rozwiązania, które można zastosować. Politycy powinni zrobić wszystko, aby spożytkować napływ siłu roboczej i umożliwić migrantom pracę i samodzielne utrzymanie poprzez programy zatrudnienia i aktywną politykę kreowania miejsc pracy. W dobie masowego eksodusu z Polski – poza granicami naszego kraju pozostaje wg różnych szacunków ponad 2 mln Polaków – napływ wykwalifikowanej siły roboczej to szansa dla Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *